Powrót do La Morge

Powrót do La Morge

Wczesna pobudka, śniadanie, kanapka na drogę plus oczywiście kawa i w drogę.

Dojazd na drugą stronę jeziora pod samą granicę z Francją zajmuje ok 50 minut, to ok 55 km. Z miejscowości granicznej Saint-Gingolph trzeba się jeszcze wspiąć do góry bardzo wąską górską drogą, na tyle wąską, że po drodze są mijanki. Najdalej da się dojechać do Le Grand Pre bo dalej już są zakazy.

LeGrandPre
Le Grand Pre

Spotkałem wczoraj bardzo sympatyczną panią, która opowiedziała kilka ciekawostek między innymi to mikro jeziorko, które widać na powyższej mapie jest okresowe czyli praktycznie znika w lecie po roztopach.

Lac De Lovenay
Lac De Lovenay

Cały teren wokoło (co dziś sprawdziłem) jest bardzo podmokły, bez gumiaków praktycznie nie ma co wchodzić … woda powyżej kostek ;) Dowiedziałem się też, że szlak do jeziora Lovenay jest na razie zbyt niebezpieczny z dwóch powodów a mianowicie śniegu, który wciąż zalega powyżej 1500m oraz ryzyka lawin i osuwisk kamieni. Dziś jednak poza błądzeniem po wąwozie rzeki La Morge podszedłem wyżej do granicy lasu (gwiazdka na mapie) żeby zobaczyć co widać … no i więcej pisał nie będę, sami zobaczcie! Już się nie mogę Lipca doczekać!

Nie jestem pewien jak będzie w lecie i w weekendy ale z tego co się dowiedziałem to dużo turystów tam nie przyjeżdża, jest spokój, cisza i przepiękne widoki … zdecydowanie warto się wybrać!

back

Magura i okolice

Magura i okolice

Magura
Magura

Plan wypadu był dość prosty: odwiedzić kilka wodospadów, zobaczyć Dolinę Śmierci i poszwędać się po leśnych drogach. A jak wyszło to już piszę.

Wodospady zaliczone aczkolwiek nie ma ich dużo. Jest Magurski jest kolejny w miejscowości Iwla i trzeci w Wisłoczku.

Na zdjęcia wodospadów, zwłaszcza Magurskiego warto się wybrać po intensywniejszym deszczu. Ja tego wyboru nie miałem skutkiem czego wodospad raczej przypomina nitkę ;) Jak widać na zdjęciach jeszcze wszystko w kolorach sepii. Co prawda oznaki wiosny są czyli pojawiły się bociany (w tym czarne) ale kolorów jeszcze nie ma. Jak mówią we wsi pod spożywczakiem, jeszcze ze trzy tygodnie. Gdzieniegdzie w lasach i przy drogach jeszcze leży śnieg a ostatniej nocy sypnął świeży i za oknem rano było biało. Takie przypomnienie starego przysłowia, że w Marcu jak w garncu.

Kolejnym przystankiem miała być Dolina Śmierci czyli rejon rzeki Iwielki, gdzie na początku Września 1944 toczyły się ciężkie walki oddziałów pancernych Armii Czerwonej i Wehrmachtu. Na mapach Google można zobaczyć zdjęcia wraków czołgów w polach … niestety na dzień dzisiejszy wszystkie zostały wywiezione do muzeum a liczyłem, że może coś zostało. Nie znalazłem jednak nic, zresztą zapytany mieszkaniec potwierdził, że nic już nie ma.

Szukanie czołgów przypomniało mi, że lubię ruiny i opuszczone miejsca więc po konsultacji z mapami obrałem kierunek najpierw na miejscowość Falejówka gdzie stoi opuszczony dwór z XIX wieku

Dwór Falejówka
Dwór Falejówka

aby zaraz potem kierując się biegiem Sanu dotrzeć do miejscowości Dąbrówka Starzeńska gdzie na wzgórzu stoją ruiny zamku. Więcej o jego ciekawej i nomen omen burzliwej historii przeczytacie na tej stronie

Wracając powoli drugą stroną Sanu trafiłem na opuszczony kościół z 1905 roku. Co prawda z daleka było widać, że na drzwiach jest kłódka ale po bliższej inspekcji okazało się … że nie jest zamknięta!

Był jeszcze zamek Kamieniec ale zamknięty na okres zimowy więc nie dało się wejść do środka. 

Zamek Kamieniec
Zamek Kamieniec

Z ciekawostek znalezionych zupełnie przypadkiem bo nie przepadam za takimi miejscami to Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku czyli potocznie skansen. Pięknie odrestaurowane budynki, również w środku, ogromny teren i spora różnorodność zabudowań w tym stary szyb wiertniczy oraz stare maszyny. Brakło tylko zieleni aby dopełnić doznania wizualne ;)

Na koniec odrobinę o tematach kulinarnych. Przy tym szwędaniu się po okolicach trafiłem na Dwór Kombornia, odrestaurowany w 95% bo z tego co widać pozostał ostatni budynek. 

O samym dworku pisał nie będę bo to możecie dowiedzieć się z ich strony, no hotel, spa, basen, park … i restauracja! Ja o tym ostatnim bo to mnie rozłożyło, kolokwialnie mówiąc, na łopatki. Dużo naklejek na drzwiach w tym kilka Gault&Millau co już powinno sygnalizować, że jest zdecydowanie wyżej przeciętnej! Oczywiście jest to opinia na podstawie jednego zestawu czyli przystawka, główne i deser ale to co pokazał szef Marcin Majchrzak było spektakularne. Każdy składnik potrawy sam w sobie był znakomicie przygotowany zachowując swój smak lub właściwą strukturę a całość komponowała się w feerię doznań smakowych oraz wizualnych. Topinambur, szparagi, polędwica z jelenia a „nawet” grzyby potrafiły wzbudzić mój zachwyt. Na szczególną uwagę zasługuje sernik a raczej wariacja na temat sernika, która zaskakuje nie tylko kształtem i smakiem ale też strukturą „elementów” składowych. Ciężko jest pisać ogólnie a nie chcę psuć niespodzianki bo zachęcam i gorąco polecam to miejsce nawet jeśli będziecie musieli nadłożyć drogi!

Tyle na ten moment bo jestem pochłonięty przez kolejne projekty fotograficzno-rzemieślnicze ;) Co niedługo? Chwila w Alzacji, być może Paryż no i na pewno powrót na Kungsleden. A w tzw międzyczasie Alpy bo trzeba będzie się przygotowywać kondycyjnie do kolejnych 110km.

"Old Crow"
“Old Crow”

back

Between autumn and winter.

Combe de Biaufond

La Berra

Bois de Benenté

Niepołomice Forest